Vita Liberata oferuje ekskluzywne preparaty
samoopalające zawierające aktywne składniki organiczne. Składy kosmetyków są
tak skonstruowane, że zapewniają skórze naturalny kolor opalenizny oraz
kompleksową pielęgnację.
Zastosowanie rewolucyjnych technologii Moisture
Locking, Odour RemoveTM, efektu wysychania w momencie kontaktu ze skórą,
naturalnego koloru oraz idealnego zanikania opalenizny sprawia, że produkty
marki Vita Liberata są najbardziej zaawansowane technologicznie na świecie.
Kolejnym z kosmetyków, które miałam okazję testować
jest nawilżająca maska nocna, która pozwoli nam uzyskać piękną opaleniznę.
Technologia
HyH2O™ zastosowana w tej
masce pozwala uzyskać piękny, naturalny, rozświetlony efekt brązujący.
Kosmetyk działa w nocy dogłębnie nawilżając, odżywiając skórę i zapobiegając
jej starzeniu się. Jedwabista formuła kremu zapewnia rankiem naszej skórze
efekt młodzieńczego wygładzenia, blasku i energii.
Składniki zawarte w masce zapewniają również
intensywne nawilżenie.
Organiczne ziarna słonecznika zawierają witaminę A, C oraz D o działaniu łagodzącym i pielęgnującym, tokoferol zapobiega
powstawaniu wolnych rodników zaś wyciąg
z jabłek spłyca drobne linie mimiczne oraz zmarszczki. Masło Shea nawilża i odżywia skórę. Aloe Vera zapewnia dodatkowe nawilżenie i zmiękczenie.
W składzie kremu nie zastosowano:
- parabenów
- siarczanów
- ftalanów
Ponadto produkt nie był badany na zwierzętach i jest
całkowicie wegański.
SPOSÓB UŻYCIA:
Produkt należy rozsmarować na twarzy, szyi i klatce
piersiowej podczas naszej wieczornej pielęgnacji. Należy aplikować go
regularnie, aż do uzyskania zadowalającego efektu opalenia.
Użytkownicy kremu zgodnie potwierdzili, że w:
92% - jest łatwy do użycia,
89% - opalenizna jest budowana w komfortowy
sposób,
84% - skóra po użyciu jest miękka i
odżywiona,
76% - produkt poprawia blask cery już po 3
aplikacji.
Zacznę od tego, że nie wyobrażam sobie lata bez
opalonej skóry.....chociaż odrobinę. Niestety jak już wcześniej Wam pisałam
nabawiłam się przebarwień na twarzy, więc słońce stanowi dla mnie nie lada
zagrożenie i wyzwanie. Ponieważ samoopalacze zawsze mi się raczej źle
kojarzyły, miałam pewne obawy również względem maski nocnej Vita Liberata.
Moje pierwsze wrażenie po aplikacji było bardzo
pozytywne. Produkt buduje opaleniznę w tak delikatny sposób, że spoglądając w
lustro z ledwością mogłam ujrzeć ten efekt. Po kolejnej aplikacji było już
tylko lepiej. Buzia coraz bardziej promienista, zero zacieków i smug. Również
sam kolor opalenizny jest tak jak w przypadku pudru (recenzja) bardzo naturalny
i neutralny. Nie ma obawy, że rano wstaniemy z pomarańczową skórą.
Cera wygląda pięknie. Złocista, muśnięta słońcem.
Wytrzymałości opalenizny nie będę oceniać, ponieważ
ze względu na moją pielęgnację stosuję kilka kosmetyków, które są dosyć
inwazyjne, więc szybko ścierają mi ją z twarzy. Ale tu również pragnę
zaznaczyć, że kolor schodzi bardzo równomiernie. Nie tworzą się żadne plamy.
Ot, po prostu delikatnie zanika, ale
można temu zaradzić nakładając na noc kolejną warstwę maski.
Sama konsystencja jest odrobinę zbyt bogata jak dla
mojej tłustej cery i zachowuje się niczym dobry krem odżywczy. Lekko natłuszcza
i nie wchłania się całkowicie. Rankiem skóra rzeczywiście jest nawilżona i
bardzo dobrze odżywiona i odmłodzona.
Pomimo zastosowania technologii Odour Remove, gdzieś
w tle można wyczuć bardzo delikatny zapach charakterystyczny dla samoopalaczy –
żeby nie było, że jest tak idealnie.
Podsumowując - jestem na tak!
Tuba 65 ml kosztuje 149 zł. Kosmetyki Vita Liberata
dostępne są w Sephorze. Produkt oczywiście należy trzymać z dala od dzieci,
przechowywać w chłodnym i ciemnym miejscu.
A Wy jakie macie doświadczenia z produktami
samoopalającymi?